W upalny majowy dzień w niczym niewyróżniającej się sali konferencyjnej w brzydkim budynku w Al Khuwair, w siedzibie Omantela, największej firmy telekomunikacyjnej w Omanie, zebrał się zarząd. Nie dyskutują jednak o nowych taryfach, planie akwizycji w regionie czy cięciach w marketingu. Rozmawiają o czymś znacznie poważniejszym, muszą rozwiązać dylemat: kuma czy muzzar. Konkretnie chodzi o to, co mają nosić na głowie męscy pracownicy firmy, bo że coś muszą nosić to wiadomo. Omańczycy nie chodzą z gołą głową, to nie przystoi. Na co dzień noszą sztywne małe okrągłe czapeczki z płótna, zszywane z dwóch kawałków, w których robi się dziurki obszywane potem kolorową nitką. Misterna robota – ręczne wykonanie eleganckiej kumy potraci trwać i cztery miesiące, a i kosztuje niemało, nawet sto riali. Od święta i zgodnie z tradycją nosi się jednak coś innego, kuma to nowomodny wymysł. Uroczystym nakryciem głowy jest muzzar – coś na podobieństwo turbanu, ozdobny kawałek bawełny lub materiału z wełny wielbłąda zapleciony misternie na głowie. Młodzi Omańczycy wolą jednak kumy, są bardziej przewiewne, lżejsze. I mniej się łysieje. A to jest poważny problem. Omańczycy mają grube, kręcone, mocne włosy, ale od ciągłego przykrywania czubka głowy, często mają na niej łysy placek.
Dwudziestosiedmioletni Jalal żali się mi, że ma większą łysinę niż jego ojciec, grubo po sześćdziesiątce, który spędził większość życia w służbie dyplomatycznej i pracując na zachodzie Europy nie nosił niczego na głowie. Jalal, który studiował na Florydzie z dumą pokazuje zdjęcia w szortach, bluzie bejsbolowej i - o, zgrozo – z puszką Budweisera w ręce, także z chęcią biegał w Stanach bez nakrycia głowy. No trudno, ale w Omanie łysina nie łysina, głowę trzeba przykryć.
Tak więc od rana zarząd Omantela debatuje czy kuma czy muzzar. Trzeba wydać oficjalne oświadczenie, koniec z samowolką. Czterogodzinna dyskusja przeciąga się, dłuży, obecni na zabraniu biali expaci dyskretnie ziewają starając się ukryć nudę i brak zrozumienia dla tej jakże ważkiej kwestii. I wreszcie pada argument, który przesądza o wszystkim, z którym nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie polemizował, wreszcie ach! wreszcie wszystko staje się jasne. Sułtan Qaboos nigdy nie nosi kumy. To znaczy może i nosi w zaciszu pałacu Al Alam, jadąc którymś ze swoich czterech maybachów z przyciemnianymi szybami lub słuchając w samotności muzyki operowej, której jest wielkim miłośnikiem. Nie pokazuje się jednak w kumie publicznie. Znaczy się kuma nie przystoi w sytuacjach oficjalnych i pracownicy Omantela, który w końcu jest firmą publiczną, będą musieli wiązać muzzar na głowie. Problem rozwiązany. Wszyscy obecni na spotkaniu, i ci w kumach i ci w turbanach i blondyni w garniturach, oddychają z ulgą, można rozejść się do pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz