No więc wracając do bajki o sułtanie. Miłościwie panujący Sułtan Qaboos bin Said Al Said dzierży władzę od 1970 roku i jest ósmym z kolei sułtanem z rodu, który panuje na ziemiach omańskich od 1749 roku. Jego droga do władzy była jednak szczególna – w 1970 w wyniku przewrotu pałacowego, zdetronizował swojego ojca wysyłając go na dożywotnie wygnanie. Brak synowskiej miłości nie dziwi tak bardzo, jeśli wziąć pod uwagę, że stary sułtan Said bin Taimur nigdy nie poświęcał synowi zbyt wiele uwagi, zdarzało się, że przez rok czy dłużej w ogóle z nim nie rozmawiał, a nawet nie chciał widzieć, zbyt zajęty groźbami ze strony swych przeciwników, którzy raz po raz starali się doprowadzić do zamachu. W czasie jednego z nich w 1966 sułtan Taimur został zaatakowany przez własnych żołnierzy, którzy zaczęli nagle do niego strzelać podczas parady wojskowej. Próba zakończyła się krwawo – lojalni niewolnicy sułtana poderżnęli gardła zbuntowanym żołnierzom. Zdjęcia przedstawiają sułtana w obryzganej krwią diszdaszy jak pochyla się nad ciałem zdrajców. Niezależnie od prawdziwych ataków sułtan Said bin Taimur podobno cierpiał na ciężką paranoję. Żył w ciągłym strachu przed wyimaginowanymi i realnymi wrogami, a pod łóżkiem trzymał broń i zawinięte w płótno złoto.
Na zdjęciach z młodości spogląda na nas jednak przystojny czarnowłosy mężczyzna z wyraźnie zaznaczoną linią brwi i kruczoczarną brodą, nie ma w jego oczach śladu lęku, szaleństwa czy zaciekłości, choć znany był, zwłaszcza pod koniec panowania, z niezwykłej surowości. Zwykł ponoć mawiać: „tylko głodne psy są posłuszne.” I rzeczywiście nie rozpuszczał swoich poddanych, a Oman utrzymywał w feudalnej izolacji. Zabraniał grania na tradycyjnych bębnach i muzyki w ogóle, nie pozwalał oglądać filmów ani wydawać prasy, palić na ulicy czy jeść na mieście. Z jego rozkazu nie można było kupić samochodu bez oficjalnej zgody władz, choć była to chyba mała strata – pod koniec lat 60tych w Omanie było tylko 100 kilometrów bitych dróg. Poza tym bramy miasta zamykano na cztery spusty trzy godziny po zmierzchu. Bramy zachowały się w Maskacie do dziś i zawsze się dziwię, że tak niedawno, bo jeszcze w połowie lat 70tych nie można było nocą opuścić miasta.
Myślę też wtedy o latach, które młody Qaboos spędził zamknięty w twierdzy w Dhofar, sto metrów od morza, na brzegu którego przez sześć lat nie postawił nawet stopy. Książę także cierpiał z powodu surowości swego ojca. Nie mogła ona pasować Qaboosowi, który od 16 roku życia kształcił się w Anglii w akademii Sandhurst, a potem służył w brytyjskiej armii, gdzie poznał inny świat i gdzie zaczęła mu w głowie kiełkować myśl o tym, że i jego ojczyzna może wyglądać inaczej. Tymczasem po powrocie był więźniem w pałacu, gdzie studiował Islam i święte pisma pod okiem kolejnych tutorów, z którymi nie wolno mu było rozmawiać o niczym innych, jak tylko o nauce, a jednocześnie nie mógł opuszczać murów twierdzy, z okna której obserwował świat: biedny port i liche zabudowania. Myślę o tym zawsze, gdy czterdzieści lat później dobrotliwie uśmiecha się do mnie z portretu w klimatyzowanym Starbucksie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz