wtorek, 6 listopada 2012

Kot na gapę


Zaczęło się od tego, że kot Laura nie miał paszportu. Nie miał też zgody na przekroczenie granicy od Ministerstwa Rybołówstwa i Rolnictwa Sułtanatu Omanu, a wjazd kota bez zgody ministra to jest rzecz zupełnie niewyobrażalna. Sprawa jest trudna, bo Omańczycy, podobnie jak inni Arabowie, nie przepadają za zwierzętami. Psy – tak jak kobiety i Żydów - uważają za nieczyste, co wynika z Koranu. Pies ugryzł przecież proroka, a to już całkiem go przekreśla. Choć jest jeden pies, Katmir, którego Mahomet wpuścił do raju za to, że pilnował siedmiu śpiących rycerzy, którzy zapadli w drzemkę w ciemnej grocie na 309 lat podczas, gdy ich wierny druh oka nie zmrużył i stał na warcie bez wody i jedzenia.

No, ale to wyjątek. Generalnie psów Omańczycy nie lubią. Nie jest elegancko wieźć samochodem Omańczyka razem z psem albo autem, którym się psa woziło czy też żeby ten kręcił się pod nogami podczas posiłku. Jeśli pies ugryzie Omańczyka można, zgodnie z prawem, go zastrzelić, a jego pana, jeśli jest expatem, deportować. O kotach ani słowa, ale mąż Piegus powiedział, że załatwi zgodę ministerstwa i że nie ma co marudzić, jedziemy do Omanu. Wiedzieliśmy o Omanie tyle, że to jest państwo na "o", co warto wiedzieć jak się gra w państwa-miasta, ale poza nie wiedzieliśmy nic. W każdym razie ja. Dobrze, że jest googleearth, bo można sobie z góry zobaczyć te trzysta dziewięć tysięcy kilometrów kwadratowych i nabrać jakiegoś pojęcia. Tak więc z mglistym pojęciem, synem Ignacym w brzuchu, kontraktem w dłoni i kotem Laurą z paszportem, byliśmy właściwie gotowi. Chociaż nie. Jeszcze jedna rzecz.

- Pani pisze: „nie stanowi zagrożenia dla zdrowia publicznego sułtanatu…”- mówię zniecierpliwiona

Pulchna internistka w złotych oprawkach stuka jednym palcem w komputer. Coś jest na rzeczy, że polscy lekarze jak kraj długi i szeroki, niezależnie od wieku, piszą na komputerze wyłącznie jednym palcem. No więc blondyna w kitlu stuka mozolnie jednym palcem i mówi:

- Ale sułtanatu? Jakiego sułtanatu? To oni mają sułtana? Jak w bajce.

No jak w bajce. Mają sułtana. Tego samego sułtana od 40 lat, z prawdziwą siwą brodą, z turbanem i dobrotliwym uśmiechem, który trzyma kraj za mordę i nie popuszcza ani trochę. Sułtana, którego zdjęcie wisi w każdym urzędzie, w każdym domu, a nawet w wersji naklejki z brokatem wisi na drzwiach naszej pralni. I na tym właściwie bajka się się kończy. Ale o tym innym razem.

4 komentarze:

  1. Przed wyjazdem Twoj maz powiedzial mnie i Beacie L, ze zmienia prace i bedzie pracowac w Omanie. Pierwsze skojarzenie (przyznam sie chociaz to smierc towarzyska): nie znam tej firmy :-) tak bardzo odlegla byla to informacja :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, świetne. Będę powtarzać, bez nazwiska rzecz jasna. Mnie z kolei GG obudził rano w niedzielę i powiedział "dzwonili z Omanu". A ja na to: powiedz im, że mamy telemarketing w d***

      Usuń
    2. Mozesz z nazwiskiem, przyznaje sie tez do glupot, ktore mowie ;-) ale faktycznie panstwi na O bylo ostatnim o czym bym pomyslala :-) telemarketing cudny!

      Usuń
  2. proszę pisać więcej bloga!

    OdpowiedzUsuń